Lukem.net nie jest już aktualizowany. Przeczytaj ostatni wpis »
Niniejszy wpis jest jedną z największych zaległości jeśli chodzi o moje blogowanie. Jakiś miesiąc temu próbowałem przenieść część moich wpisów z WordPress na Joggera. Operacja nie do końca się udała – pojawiły się problemy, których nie przewidziałem, w związku z czym całkiem świadomie podjąłem decyzję o zdjęciu starego archiwum z sieci (łącznie ze sprzątnięciem śladów w Google).
Import wpisów z WordPress na Joggera wygląda na prostą i bezbolesną czynność i taki w istocie jest. Efekt końcowy może jednak nieco zdziwić kogoś, kto robi to bez przygotowania. Albowiem okazuje się, że przed kontaktem ze Sparrowem wypada sprawdzić plik XML wygenerowany przez plugin do eksportu danych.
Po pierwsze – jeżeli na WP używaliście tagu <!--more--> do dzielenia wpisów na zajawki i “Czytaj dalej”, to zamieńcie go w dowolnym edytorze tekstu na <EXCERPT>. Plugin nie robi tego automatycznie, przez co zlekceważenie <!--more--> spowoduje… wstawienie go do treści wpisów bez pożądanego efektu.
Po drugie – WordPress (a przynajmniej poniżej 2.5) ma dziwną przypadłość umieszczania w pliku eksportu (także przy imporcie między dwoma WordPressami) danych o załącznikach. Skutkuje to tym, że na Joggerze lądują puste wpisy zatytułowane nazwami tychże załączników. To samo niestety dotyczy podstron oraz – uwaga – usuniętych wpisów. Trudno mi to wytłumaczyć, bowiem moje archiwum przechodziło wiele migracji i konwersji (łącznie z ręcznym przenoszeniem między platformami) – jednak po imporcie dostrzegłem wpisy, które bardzo dawno temu były podstronami bloga. Co z tym zrobić? Namierzyć funkcją “Znajdź” i usunąć je (podobnie jak i reszta wpisów, ldują one między tagami <entry></entry>).
Po trzecie – i najważniejsze – jeżeli w edytorze wpisów na WP używaliście znaczników <p></p> przy paragrafach, to bardzo dobrze – dodatkowe zabiegi raczej nie będą już potrzebne. W przeciwnym przypadku sprawa wygląda nieco gorzej, zwłaszcza jeśli istniejące archiwum na Joggerze zawiera te znaczniki. Powstaje bowiem sytuacja, w której część wpisów wygląda nie tak jak powinna, zarówno od strony estetycznej jak i kodowej – u mnie te “złe” wpisy miały mniejszy rozmiar czcionki. Teoretycznie można to obejść CSSem, jednak jest to w moim mniemaniu półśrodek. To prawdopodobnie najtrudniejszy punkt dostosowywania pliku eksportu dla Joggera, zwłaszcza że podobny problem może wystąpić także przy komentarzach. Ręczna modyfikacja wszystkich wpisów – zwłaszcza przy dużych archiwach – to czysty masochizm.
Po czwarte – dobrze jest na czas całej operacji odciąć dostęp do bloga jego czytelnikom oraz robotom Google. Wówczas będziemy mogli na spokojnie dokonywać wszelkich modyfikacji, a w wyszukiwarce nie pojawią się linki prowadzące np. do wpisów z punktu drugiego.
I to chyba tyle. Zdaję sobie sprawę, że jestem prawdopodobnie jedną z nielicznych osób, która próbowała migracji z WordPress na Joggera (częściej spotykam odwrotną operację), ale ku pamięci swojej i potomnych postanowiłem pozostawić ten wpis.
Tagi: import, jogger, migracja, WordPress
Dodaj ten wpis: Wykop Delicious Blip Flaker Facebook Twitter
Na początku chciałem zaimportować wszystkie wpisy z mojego poprzedniego bloga opartego o WordPressa do Joggera, lecz gdy zauważyłem błędy z wygenerowaniem XMLa podziękowałem i zaczynałem „od zera” ;)
Ja tam w sumie nie żałuję… :)
Od 21.08.2009 r. możliwość komentowania wpisów została wyłączona.
Nazywam się Łukasz Wójcik. Strona ta była swego czasu moim sieciowym poligonem. Od sierpnia 2009 r. funkcjonuje jako archiwum wpisów. Więcej o mnie znajdziesz na mojej stronie domowej.
Drogie Polki i drodzy Polacy. Nie przenoście zwyczajów rodem z blogów Onetu na Twittera. Zamiast bezsensownie spamować międzynarodowy serwis i wyrabiać sobie i innym wątpliwą renomę, napiszcie maile do tych swoich Jonas Brothers albo zwróćcie się do nich bezpośrednio. Dziękuję za uwagę.
W całej tej wojnie o publiczne media uwiera mnie jeden fakt. W okresie wakacyjnym większość telewizji (prywatne też, ale teraz nie o nich mowa) serwuje powtórki wszystkiego, co im się nawinie pod rękę i jeszcze się nadaje do odtworzenia. Ciekawy jestem dlaczego zamiast płacić abonament, nie można wysłać im kserokopii dowodów wpłat z zeszłego roku.
Od kilkudziesięciu godzin blog jest serwowany z nowego miejsca – Linuxpl.com. Przerwa w działaniu byłaby krótsza gdyby nie OVH i Firefox, które wspólnie odmówiły mi szybkiego odświeżenia i rozpropagowania nowych DNSów. Jednak wszystko wskazuje na to, że operacja się udała, a pacjent (czyt. blog) działa nieco szybciej.