Lukem.net nie jest już aktualizowany. Przeczytaj ostatni wpis »
O tym czymś, co różni ludzie w internecie nazywają “Kataryna-gate” albo początkiem końca “Dziennika”, miałem pierwotnie nie pisać. Wydawało mi się, że sprawa przycichnie w ciągu kilkudziesięciu godzin. Jednak po lekturze kolejnych artykułów na ten temat nasunęło mi się parę spostrzeżeń.
Zacznę od tego, że nie czytałem dotąd i nie czytam bloga Kataryny. “Dziennik” kiedyś czytałem, ale przestałem dawno temu. Dlatego też patrzę na sprawę niejako z boku i jestem zdumiony tym, co widzę. Ale do rzeczy.
Zaczęło się od “jakiegoś” wpisu na blogu, który nie spodobał się Krzysztofowi Czumie, synowi ministra sprawiedliwości w obecnym rządzie. Kolejnym aktem tej sztuki w złym guście był już artykuł w “Dzienniku” zatytułowany “Wiemy, kim jest Kataryna”, którego autorzy (Sylwia Czubkowska i Robert Zieliński) chcieli chyba napisać “wiemy, ale nie powiemy”. Problem tylko w tym, że powiedzieli zbyt dużo między wierszami, podając szczegóły na temat tego, co Kataryna rzekomo robi w “realu”. Jakieś parę lat wcześniej nawet i to uszłoby im płazem, ale dziś, w erze Google i naszej-klasy, mogli równie dobrze zamieścić jej zdjęcie. Wyszłoby na to samo.
Zrobił się szum i wcale się temu nie dziwię. W odpowiedzi na inwektywy naczelny dziennika, Robert Krasowski, opublikował list otwarty do obrońców Kataryny. Napisał w nim to, co wielu “normalnych” internautów zapewne myśli w cichości ducha o internetowych “trollach”. Problem tylko w tym, że wielu czytelników albo go nie doczytało do końca (zatrzymując się na pierwszej linijce), albo nie zrozumiało – skąd tylu dotkniętych?
Krasowski jasno i wyraźnie napisał, że list skierowany jest do “wąskiej i hałaśliwej grupy, która samozwańczo nadała ton polskiej sieci”. Więc wydawało mi się jasne, że inteligentni czytelnicy nie poczują się tym listem urażeni. A że redaktor naczelny użył takiego, a nie innego słownictwa? A powiedzcie mi, drodzy Dotknięci Nie Wiadomo Czym Czytelnicy, czy gdyby napisał to wszystko kulturalnie i bez inwektyw – dotarłoby to do adresatów (o ile to nie Wy nimi jesteście)? Czy naprawdę nie widzicie, że ten tekst jest prowokacją w takim samym tonie, jak duża część komentarzy na Onecie – tyle że skierowaną w przeciwną stronę? I jeszcze jedno – naprawdę oceniacie kulturę autora po jednym tekście spod jego pióra?
Dlatego dziwi mnie wątpliwa inicjatywa serwisu Dziekujemy.pl, dziwią mnie komentarze niektórych internautów w serwisach pokroju Wykop.pl, wreszcie dziwi mnie opinia Pawła Lipca, który pomieszał sprawę internetowych trolli (czyli to, do czego odnosi się Krasowski) ze sprawą ujawnienia danych osobowych Kataryny. Okej, Dziennik (a właściwie dwójka jego dziennikarzy, bo przecież nie cały skład redakcyjny) nie popisał się wystawiając dane Kataryny w jednym ze swoich artykułów (ma też parę innych dawniejszych wpadek na koncie) – zgadzam się. Ale łączenie tego z zachowaniem internetowych trolli, do których ten nieszczęsny list był skierowany (a którzy funkcjonują niezależnie od sprawy rzeczonej blogerki) – tego za Chiny ludowe nie potrafię zrozumieć.
Dotknięty to ja czuję się felietonem Marcina Króla o tym, że blogi są czymś wręcz idiotycznym. Bo jeśli ktoś wykazał się nieznajomością realiów internetu, a w konsekwencji użył krzywdzącego uogólnienia – to wskazałbym palcem na podpisanego wyżej profesora i historyka idei, a nie naczelnego Dziennika.
Podsumowując – żeby nikt nie zrozumiał opacznie mojego wywodu: potępiam to, co zrobili Czubkowska i Zieliński, choć nie zmieni to mojego neutralnego stosunku do “Dziennika” (nie czytam, więc po co mam tracić czas na nienawiść wbecniego?). W moim odczuciu Krasowski napisał swój list do całej tej gawiedzi, która tłumnie używa sobie w komentarzach na Onecie – a nie do mnie czy Pawła. Świadomie użył takiej, a nie innej retoryki, bo miał w tym swój cel. Zaś do apelu na temat chamstwa w sieci podchodzę z chłodnym sceptycyzmem, bo nie wierzę, by cokolwiek zmieniło kilkadziesiąt podpisów. I tyle mam do powiedzenia w sprawie, o której już za miesiąc (tydzień?) większość ludzi zapomni.
Aha, jeszcze jedno – naprawdę nie wiecie, kim jest Kataryna? Proszę bardzo.
Tagi: blogosfera, dziennik, Internet, Media, prasa
Dodaj ten wpis: Wykop Delicious Blip Flaker Facebook Twitter
za przeproszeniem, a owa kataryna z twittera nie ma nic wspolnego z kataryną z blox.pl ;) zbiezność nazw.
Tego to sie nie spodziewałem po Tobie, panie Łukaszu :)
No żesz, musiał zepsuć. ;)
Napisales o naszej inicjatywie “watpliwa”. Przyznam szczerze, ze wyraznie roznimy sie w ocenie zdarzen. My traktujemy, traktowalismy i bedziemy traktowac wypowiedz redaktora naczelnego – jako glos i przejaw pewnych tendencji, a wiec i linii programowej “Dziennika”. Wybacz wiec, ale nie bedziemy Jego wypowiedzi odrywac od sprawy Kataryny, a raczej – i mamy do tego prawo – traktowac go jako element strategii (byc moze doraznej, byc moze przemyslanej – nie dywagujemy) calej gazety. Zachecam do zapoznania sie z wypowiedzia Cezarego Michalskiego w czasie dyskursu z blogiwiczem Galopujacym Majorem na Onecie. Duch rewanzyzmu i manipulacji unosi sie nad wypowiedziami jednego z czolowych pior gazety. Mnie prywatnie oburza, gdy redaktor naczelny gazety uzywajac slow przyznaje sie do koniecznosci obcowania z wypowiedziami swoich czytelnikow, ze to go denerwuje – a i jak pokazuje historia – jest przejawem frustracji. Taki jego job, zeby informowac i holubic swoich odbiorcow – a nie obrazac, nie wazne czy w pierwszym czy w ostatnim slowie, nie licza sie tez intencje – ale skutek – generalizacja zawsze jest bronia obosieczna – w tym przypadku raczej samobojcza. Chec zdobycia pika medialnego za wszelka cene obrocila sie przeciwko ekipie Dzennika i ze zdwojona energia ruszyla w siec. Tej przepasci juz sie nie zakopie, niestety. Patologie zdarzaja sie bowiem wszedzie, ale rzetelnosc winna byc narzedziem i naczelna zasada stosowana przez media – manipulacja winna byla sie skonczyc w schylkowym okresie PRLu – tymczasem ma sie w najlepsze, a co gorsza zaczyna miec chec i apetyt na skonsumowanie enklaw wolnosci slowa jaka sa niezawodowe blogi internetowe. Stad nasza akcja i taki cel jej przyswiecal – czy ochrona wolnosci slowa, jest zadaniem watpliwym? Ocen sam…
Mocne zarzuty, choć nie wypowiem się co do ich zasadności – nie czytam gazety a do ich serwisu internetowego zaglądam od wielkiego dzwonu. Jak już wspomniałem we wpisie, swoją niechęć wolę wyrażać czynem, a nie słowem – np. nie czytając. Może to i egoistyczne, ale gdybym poczuwał się do walki z manipulacją w tej akurat gazecie – pewnie zacząłbym szukać jej przejawów w Wyborczej, telewizji, gdziekolwiek indziej. A na to nie mam czasu.
Dlatego tam, gdzie Ty widziałeś ochronę wolności słowa, ja dostrzegłem wulgarny i prymitywny przejaw zachowania, które Krasowski piętnował u adresatów swojego listu (adresatów w moim rozumieniu tego słowa – patrz wpis).
Krótko mówiąc – szanuję Twoje zdanie, ale nie poczuwam się do żadnej “wojny” blogerów z dziennikarzami. Dzięki w każdym razie za odzew.
Wyborczej tez dziekujemy.pl ;) akcja toczy si eniemalze rownolegle, ale przykre jest po prostu to – ze wiodace media w Polsce miast pezstronnosci i dobrych standardow dziennikarskich na piedestaly wynosza plebejskosc pozeniona z manipulacja, tyle i az tyle…
Pierwszy raz słyszę o tej sprawie, mimo, że uderza ona w spore grono blogowiczów.
Przeczytałam list otwarty Krasowskiego, spojrzałam na blog Kataryny, poszukałam opinii.
Powiem jedno, nie ma w tej sprawie żadnego sprawiedliwego. Od dawna wiadomo, że nie istnieje coś takiego jak anonimowość w sieci. Trzeba brać odpowiedzialność za swoje słowa i liczyć się z tym, że w końcu zostaniemy zdemaskowani. Poza tym wydaje mi się, że nawet najostrzejsza krytyka zostanie lepiej przyjęta, jeżeli powie ją osoba z twarzą, z nazwiskiem. Zdania wypisane w sieci pod pseudonimem są papką słów i niczym więcej.
Z kolei zastraszanie (?) Kataryny było dość głupim pomysłem. Pokazało, jak bardzo dziennikarzom zależało na ujawnieniu tego i owego. Potrzebowali, aby Kataryna się ujawniła, bo chyba poczuli, że zaczynają tracić grunt pod nogami. Przesadzili. Oferowanie pracy w tak głupi sposób jest trochę poniżej poziomu, takie moje zdanie.
Co się zaś tyczy samej wypowiedzi Roberta Krasowskiego. Wyraźnie jest napisane, do kogo list jest kierowany. Nie ma sensu się oburzać, szukać kolejnych internetowych atrakcji. Tak naprawdę nie zabolało mnie ani jedno słowo, bo wiem, że nie było kierowane do mnie. Świadomi blogowicze wiedzą, że jest jeszcze inna grupa, krzykaczy, których należy tępić za krytykowanie, przekraczanie granic pod przykrywką.
Od 21.08.2009 r. możliwość komentowania wpisów została wyłączona.
Nazywam się Łukasz Wójcik. Strona ta była swego czasu moim sieciowym poligonem. Od sierpnia 2009 r. funkcjonuje jako archiwum wpisów. Więcej o mnie znajdziesz na mojej stronie domowej.
Drogie Polki i drodzy Polacy. Nie przenoście zwyczajów rodem z blogów Onetu na Twittera. Zamiast bezsensownie spamować międzynarodowy serwis i wyrabiać sobie i innym wątpliwą renomę, napiszcie maile do tych swoich Jonas Brothers albo zwróćcie się do nich bezpośrednio. Dziękuję za uwagę.
W całej tej wojnie o publiczne media uwiera mnie jeden fakt. W okresie wakacyjnym większość telewizji (prywatne też, ale teraz nie o nich mowa) serwuje powtórki wszystkiego, co im się nawinie pod rękę i jeszcze się nadaje do odtworzenia. Ciekawy jestem dlaczego zamiast płacić abonament, nie można wysłać im kserokopii dowodów wpłat z zeszłego roku.
Od kilkudziesięciu godzin blog jest serwowany z nowego miejsca – Linuxpl.com. Przerwa w działaniu byłaby krótsza gdyby nie OVH i Firefox, które wspólnie odmówiły mi szybkiego odświeżenia i rozpropagowania nowych DNSów. Jednak wszystko wskazuje na to, że operacja się udała, a pacjent (czyt. blog) działa nieco szybciej.